Ghańskie plaże

Ghana to prawie 540 kilometrów linii brzegowej – zatoczek, lagun, namorzynów, skał. I setek plaż – długich, szerokich i piaszczystych. Zadziwiającym jest, że kraj z takimi warunkami geograficznymi nie jest jeszcze mekką masowej turystyki. Zwłaszcza, że jest on położony stosunkowo niedaleko od Europy, całkowicie bezpieczny i ma korzystny klimat (podstawowy wymóg jest spełniony – jest ciepło i sucho podczas europejskiej zimy). Być może decyduje o tym lęk przed wypoczynkiem w Czarnej Afryce (osławione tropikalne choroby), choć Gambia czy Senegal położone w tym samym rejonie świata stały się popularnym celem zorganizowanej turystyki wypoczynkowej.

Cała ta sytuacja z punktu widzenia niezależnego podróżnika oznacza dwie rzeczy – nigdzie nie będzie tłumów turystów (co jest super), ale też nie należy liczyć na jakaś szczególnie dobrą bazę hotelową. Nasze doświadczenia były dwojakiego rodzaju – dobre i średnie. Po kolei.

Ghańskie plaże (6)
Ghańskie plaże (5)
Ghańskie plaże (1)
Ghańskie plaże (2)
Ghańskie plaże (4)
Ghańskie plaże (3)
Ghańskie plaże (7)
Ghańskie plaże (9)
Ghańskie plaże (8)
Ghańskie plaże (10)
Ghańskie plaże (11)
Ghańskie plaże (12)
Ghańskie plaże (13)
Ghańskie plaże (15)
Ghańskie plaże (14)

Pierwszy pobyt plażowy zrobiliśmy sobie w okolicach Elminy – stąd też przez kilka dni zwiedzaliśmy okolice. Brenu Akyinim jest małą rybacką wioską, kolorową, ale w sumie dosyć zwyczajną. Za to plaże w jej okolicy są przepiękne – spędziłem tutaj kilka dni 8 lat temu i z radością tu wróciłem. Tym razem do małego hoteliku / pensjonatu prowadzonego przez miłe małżeństwo z jakimś włoskimi konotacjami (nie dowiedzieliśmy się do końca – czy to oni zarobili pieniądze we Włoszech czy tylko zarządzali tym interesem w imieniu jakiegoś Włocha). Super miejsce na odpoczynek – ciągnąca się kilometrami plaża z żółtym piaskiem i palmami, folderowa wręcz. Morze jest tu trochę niebezpieczne do pływania – to w końcu Atlantyk z jego potężnymi falami i wirami, ale w okolice są też i zatoczki, w których kąpanie się jest już zdecydowanie przyjemniejsze. I last but not least – dobre jedzenie, zarówno u naszych gospodarzy jak i w (bardzo nielicznych) okolicznych knajpach. Owoce morza, ryby. Nieźle przyrządzone, nawet momentami nieco wyrafinowane.

Miejmy jednak jasność, Tajlandia czy Bali to nie jest (w każdym aspekcie – standardu hoteli czy jedzenia), ale można tu wypocząć wręcz idealnie. Jest cicho, spokojnie, plaże są zjawiskowe a morze ciepłe (choć burzliwe).

Miejsce nr 2 to trochę inna historia – tu trochę przesadziłem z poszukiwaniem oddalenia i dzikości. Keta położona pomiędzy piękną laguną a Atlantykiem wydawała się wręcz optymalnym miejscem do plażowego wypoczynku. I może kiedyś tak będzie – jak na razie potencjalny (bo nie było tam dokładnie nikogo poza nami) podróżnik ma jeden problem – żaden z opisywanych w przewodniku Brada hoteli nie działał. A ten co z wielkim trudem znaleźliśmy okazał się malaryczną jamą, z prądem wyłączanym na całą noc, duszną i pełną komarów.

Nie było więc wyboru – cofnęliśmy się do Aflao, granicznego miasta (z Togo, ale leżącego też nad brzegiem Atlantyku) i tam spędziliśmy dwa dni w hotelu. Co zadziwiające – w bardzo przyzwoitym standardzie, w czystym i porządnym pokoju. Ba, nawet z możliwością korzystania z hotelowego basenu – co prawda dostępnego też dla zewnętrznych gości i przez to (delikatnie mówiąc) pełnego ludzi. Jedynym minusem  była fakt że hotel organizował też sobotnią dyskoteką, w której z konieczności (czyli straszliwego hałasu) musiał niejako uczestniczyć każdy gość.

zdecydowanie ciekawszą atrakcją były całodniowe śpiewo-modlitwy w pobliskim baptystycznym zborze – to było naprawdę super. Nie jestem akurat wielkim znawcą tego typu muzyki, ale jak dla mnie był to gospel na najwyższym poziomie !

Za dnia za to włóczyliśmy się po okolicznych wsiach, opuszczonych plażach i lasach namorzynowych pełnych ptaków i motyli. Obserwowaliśmy  szybkie kraby na plaży i próbowaliśmy się kąpać w wzburzonym Oceanie Atlantyckim. Nasz hotelowy, zatłoczony basen okazywał się tu jednak znacznie lepszym, bezpieczniejszym pomysłem na kąpiel.

Ghańskie plaże (31)
Ghańskie plaże (32)
Ghańskie plaże (38)
Ghańskie plaże (36)
Ghańskie plaże (34)
Ghańskie plaże (33)
Ghańskie plaże (37)
Ghańskie plaże (41)
Ghańskie plaże (40)
Ghańskie plaże (39)
Ghańskie plaże (43)
Ghańskie plaże (42)
Ghańskie plaże (44)
Ghańskie plaże (46)
Ghańskie plaże (47)
Ghańskie plaże (48)
Ghańskie plaże (45)
Ghańskie plaże (49)
Ghańskie plaże (50)
Ghańskie plaże (53)
Ghańskie plaże (52)
Ghańskie plaże (51)
Ghańskie plaże (54)
Ghańskie plaże (55)
Ghańskie plaże (56)
Ghańskie plaże (57)
Ghańskie plaże (58)
Ghańskie plaże (60)
Ghańskie plaże (59)

Łączyliśmy więc prawie luksusowy 🙂 odpoczynek z eksploracją tego oddalanego, rzadko odwiedzanego regionu Ghany. Chwila luzu jako swoisty prezent na koniec naszej, kolejnej podróży do Zachodniej Afryki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *