Abomay – miasto na krwi zbudowane

Abomay za każdym razem, gdy je odwiedzałem pozostawiało po sobie dziwne wrażenie. W zasadzie nie różni się ono jakoś zasadniczo od innych zachodnioafrykańskich miast, jest podobnie chaotyczne i pyliste, z tymi samymi biednymi domkami i rozległymi bazarami.

To co jednak je wyróżnia to jego historia – to dawna stolica Dahomeju, brutalnego i krwawego Imperium, które w XIX wieku terroryzowało cały region. Armia tego państwa najeżdżała regularnie na swoich sąsiadów w poszukiwaniu łupów i niewolników siejąc śmierć i zniszczenie. To było klasyczne państwa rozbójnicze – żyjące z napadania i rabowania bliższych i dalszych sąsiadów, ale chroniące swoich obywateli przed zniewoleniem. Sława armii Dahomeju była tak wielka, że mało kto w Afryce Zachodniej gotów był się z nią zmierzyć, dopiero Francuzi pod wodzą metyskiego generała Alfreda Doddsa pokonali Krwawe Imperium.  Potrzebowali na to jednak dwóch wojen i kilku tysięcy znakomicie uzbrojonych żołnierzy – żaden inny podbój w Czarnej Afryce nie przysporzył im tak wielkich trudności.

Abomay - miasto na krwi zbudowane (1)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (2)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (3)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (4)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (5)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (6)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (9)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (8)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (7)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (10)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (11)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (12)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (17)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (16)
Abomay - miasto na krwi zbudowane (13)

W samym Abomay władcy zbudowali 12 pałaców, w których żyli otoczeni luksusem, chronieni przez słynną kobiecą gwardię – Dahomejskie Amazonki. Dwanaście tysięcy kobiet, znakomicie wyszkolonych, bezwzględnie oddanych władcy Imperium i wyjątkowo wręcz okrutnych siało grozę wśród przeciwników Dahomeju. Kompleksy pałacowe były jednak nie tylko siedzibami władców i ich dworów – tu znajdowały się też najważniejsze świątynie vodun, warsztaty rzemieślników (zwłaszcza słynnych odlewników brązu i kowali) oraz spichlerze i skarbce. W sumie zajmowały 12 hektarów – prawdopodobnie największy tego typu kompleks w Czarnej Afryce.

Pałaców do dzisiaj zachowało się tylko dwa – Ghezo i Glele, pozostałe zostały zniszczone podczas oblężenia Abomay przez Francuzów, gdy dopełnił się los tego bezwzględnego imperium. Może same budynki nie robią wielkiego wrażenia, są one jednak zdobione pięknym płaskorzeźbami i wypełnione skarbami królów Dahomeju (tym jednak nie mogliśmy robić zdjęć niestety, udało się tylko zrobić dwa – w pełnej konspirze). Pałace nie są arcydziełami sztyki, ale widomym znakiem potęgi dawnego Dahomeju. I jego osławionej wręcz bezwzględności…

Płaskorzeźby zdobiące pałace ukazują symbole władzy królewskiej, zwierzęta o wielkiej sile – lwy, słonie i lamparty. Oraz liczne obrazy tortur i okrutnych kar jakim byli poddawani wrogowie Imperium. No i rzecz najważniejsza – do zbudowania budynków pałacowych użyto krwi niewolników i przeciwników Dahomeju. Była ona swoistą zaprawą murarską, a kości i czaszki ofiar wzmacniały fundamenty pałaców.