Delhi – dzielnice południowe

Postanawiamy spędzić kolejny dzień w południowym Delhi i zwiedzić kilka najciekawszych miejsc w tym rejonie miasta. Brzmi to całkiem prosto, ale okazuje się być zadaniem niezmiernie trudnym do wykonania. Dlaczego ?

Komunikacyjnie Delhi jest koszmarem, metro jest jeszcze w powijakach (są tylko pojedyncze linie), poruszać się można miejskimi autobusami, rykszami i taksówkami. Próbujemy kombinacji wszystkich dostępnych środków transportu, ale geografii się nie oszuka. A raczej korków – należących do największych na świecie. Nieprzypadkowo poziom zanieczyszczenia i natężenia smogu w powietrzu w stolicy Indii bije wszelkie rekordy.

W efekcie połowa dnia schodzi nam na jeżdżeniu, staniu w korkach i szukaniu nowych środków komunikacji a nie na zwiedzaniu jakichkolwiek atrakcji. Mieszkamy na dalekiej północy miasta, w tzw. enklawie tybetańskiej, najlepszym chyba miejscu w całym Delhi. Hotele są tutaj tanie i czyste, jest tu pełno tybetańskich i indyjskich knajpek. Jeden minusem jest niestety owo niefortunne położenie. Sam dojazd do centrum Delhi zajmuje nam koło godziny a mamy się przecież przedostać na dalekie południe miasta.

W następstwie tych trudności decydujemy się na drastyczne ograniczenie naszych planów i ostatecznie zwiedzamy tylko trzy miejsca w południowym Delhi.

Pierwszy punkt jest najbardziej charakterystyczny – Świątynia  Lotosu, największa świątynia bahaistyczna na świecie, arcydzieło nowoczesnej architektury. Świątynia zbudowana w latach osiemdziesiątych, według projektu irańskiego architekta Fariborza Sabhy, nawiązuje zarówno do słynnej Opery w Sydney jak i do wielkich mogolskich mauzoleów. Bahaici są otwarci na gości, każdy może przyjść do Świątyni i się w niej modlić – zgodne jest to z założeniami tej synkretycznej religii uznającej świętość zarówno Kryszny, Abrahama, Buddy, Jezusa jak i Mahometa. Bahá’u’lláh, dziewiętnastowieczny myśliciel i mistyk popełnił błąd wszystkich marzycieli – wierzył, że ludzkość czeka na uniwersalne przesłanie, że jest gotowa się zjednoczyć wyznając jedną humanistyczną religię. Więziony i wygnany z kraju, umarł na obczyźnie nigdy nie doczekawszy się uznania w rodzinnym Iranie. Świątynia Lotosu to swoisty symbol wymarzonej przez niego i chyba nigdy nie osiągniętej tolerancji religijnej i braterstwa  całej ludzkości.

Kolejny punkt na naszej trasie to symbol zupełnie innych sił. Meczet  Kuwwat-al-Islam, pierwszy zbudowany w właściwych Indiach (wcześniejsze budowane były w Sindzie i Pendżabie) – to wymowny znak panowania muzułmanów. Budowę zainicjował bezwzględny zdobywca zarówno samego Delhi, jak i też całych północnych Indii Kutb-ud-din-Ajbak. Meczet powstał w miejscu zburzonej hinduistycznej świątyni a fragmenty z niej pochodzące użyte zostały do jego budowy. Dawne kamienie świątynne stanowią cześć konstrukcji meczetu, stąd też nietypowe, hinduistyczne motywy dostrzegalne w jego zdobieniach. Ten sposób traktowania świętych przybytków hinduizmu stanie się normą postępowania kolejnych muzułmańskich władców Indii budząc narastającą wrogość i chęć rewanżu ze strony pokonanych niewiernych.

Sam meczet zachował się niestety dosyć kiepsko, podziwiać możemy za to wspaniały jego minaret. Kutb Minar nazwany tak na cześć jego możnego fundatora, Kutb-ud-din-Ajbaka, niewolnika który został pierwszym Sułtanem Indii. Kutb Minar – monumentalny, wysoki na 73 metry a pomimo to smukły jest prawdziwym arcydziełem architektury słusznie wpisanym na listę UNESCO w 1993 roku.