Borobudur. Ku chwale Buddy

Borobudur czyli największa i najsłynniejsza stupa buddyjska. Must see każdej podróży po Jawie, ba każdej wizyty w Indonezji. Opisywana i fotografowana setki, tysiące razy.

Patrząc z tej perspektywy swój obowiązek podróżniczy wypełniłem już 8 lat temu, podczas pierwszej wyprawy do Indonezji.

Mogę więc teraz pozwolić na spokojne, niespieszne zwiedzanie i skoncentrowanie się na tych nieco aspektach. Tych, które trudniej jest dostrzec i zreflektować  przy pierwszym wizyty kontakcie z tym niezwykłym zabytkiem. Często bowiem oszołomieni monumentalizmem i wyrafinowaniem Wielkiej Stupy mniej zwracamy uwagi na drobne szczegóły. Nie przyglądamy się należycie dokładnie setkom reliefów czy rzeź pokrywającym ściany Borobuduru. A to one właśnie są tutaj najciekawsze.

Ale po kolei. Do Borobuduru najpierw trzeba dojechać  z Yogayakatry, gdzie mieszka większość turystów. To akurat jest łatwe, jeździ stamtąd pełno busików turystycznych – ta wersja dojazdu nieco droższa i bardziej komercyjna. Możemy też pojechać transportem publicznym, bezpośrednio z terminalu Jombar w Yoga lub z przesiadką w Magelang. Trwa to w sumie trochę dłużej, ale jest tańsze i ciekawsze .

Gdy już dojedziemy do Borobuduru to  pozostaje nam jeszcze kupić bilet i ….

Przedrzeć się przez całe ulice bazarów i sklepików wypełnionych turystycznym badziewiem. A na końcu podzielić się przyjemnością zwiedzania Stupy z setkami innych turystów.

Jak już przejdziemy te ograniczenia świata materialnego możemy wreszcie zatopić się w sztuce i historii. I duchowości jeśli ktoś jej jest w stanie doświadczyć w towarzystwie wrzeszczących dzieciaków z chętnie odwiedzających  Borobudur indonezyjskich wycieczek szkolnych.

Czym jest sama stupa i jej w miarę dokładne opisy można przeczytać w każdym przewodniku, mniej jednak znajdziemy informacji o konotacjach historycznych i kulturowych powstania Borobuduru.  

Mamy rok pański 2010 i Jawa jest w olbrzymiej większości muzułmańska. Co prawda w swojej specyficznej i lokalnej formule, ale jednak dominuje tu Islam.

Mamy rok pański 800 roku i  … 

Co się wtedy dzieje na Jawie ? Dlaczego właśnie tutaj powstaje jeden z najbardziej spektakularnych kompleksów buddyjskich ? I co sprawiło, iż rapem po kilkudziesięciu latach Buddyzm znika z Jawy, ustępując miejsca najpierw Hinduizmowi a potem Islamowi ?

Możemy część tej historii prześledzić oglądając  reliefy Borobuduru – są w miarę adekwatnym odbiciem ówczesnego jawajskiego życia. Co prawda formalnie są to dżataki czyli sceny z życia Buddy i jego drogi do Oświecenia, ale oglądamy tak naprawdę średniowieczną Jawę.

I co widzimy? Indie. Każdy kto podróżował do Indii i zwiedził kilka tamtejszych kompleksów świątynnych dostrzeże olbrzymie podobieństwo stylistyczne i ikonograficzne sztuki ówczesnej Jawy i Indii. Zwłaszcza obszarów drawidyjskich – Tamil Nadu i Andhry Pradeś. Co ciekawe podobne odczucia będziemy mieli zwiedzając świątynie kambodżańskiego Angkoru czy mniej znane przybytki Czamów w Wietnamie.

Oczywiście nie jest to przypadkowe – mniej więcej w VII-VIII wieku w Południowych Indiach zaczęły powstawać silne  i dobrze zorganizowane państwa. Królestwa Pallawów, Pandajów i najpotężniejszych z nich – Cholów wspierały handlową, religijną i kulturową ekspansję, która z czasem objęła rozległe obszary Azji Południowo-Wschodniej. Sprytni Hindusi – zazwyczaj kupcy i zubożali arystokraci pojawiali się na dworach lokalnych władców i często wżeniali się w tubylcze dynastie. Taki rodowód mają kambodżańscy władcy Funanu, mońscy władcy Lopburi / Lavo i budowniczowie Borobuduru – dynastia Sailendra.

Do dziś nie jest jasne czy Sailendra buddyjskim odłamem głównej dynastii królewskiej rywalizującym hinduistycznymi Sanjaya. Ważnym jest, iż to współzawodnictwo przyniosło nam  aż dwa arcydzieła – buddyjski Borobudur i śiwaickie świątynie w Prambanan. Fantastyczne pomniki architektury i sztuki upamiętniające potęgę i religijne zaanagażowanie średniowiecznych Królów Jawy.

Możemy też dzięki temu zrozumieć jak wyglądało życie w tych odległych czasach – reliefy Wielkiej Stupy pokazują nam i bogatych i biednych. Władców, dworaków, mnichów, kupców, rzemieślników, chłopów. Ale też cudowne przedstawienia zwierząt – słoni, koni, małp, ptaków, węży i ryb. Cały świat wykuty w kamieniu !

Spędzam mnóstwo czasu odnajdując poszczególne płaskorzeźby opisane książkach o Borobudurze – statek indyjskich kupców mknący poprzez fale, kupców handlujących na gwarnych targach, skoczków, tancerzy, grajków, zapaśników i ascetów. To prawdziwa Biblia Pauperum średniowiecznej Jawy – jednocześnie wykładnia kanonu buddyjskiego, umoralniający przekaz i obraz świata, który dawno temu przesłał istnieć. Przeszło 2000 reliefów – znakomicie wykonanych (w trudnym materiale jakim jest trachit) – najwyższa jakość artystyczna!

Pytanie – co się stało? Wbrew pozorom nic dramatycznego – żadnych straszliwych najeźdźców, wybuchów wulkanów czy spadających meteorytów w tej historii nie ma.

Po prostu centra władzy i potęgi ekonomicznej przesunęły się bardziej na wschód wyspy, gdzieś w okolice dzisiejszego Kadiri. Zachwiały się dotychczasowe szlaki handlowe z Indiami a Królestwo Medang (bo taką państwo Sailendra przyjęło nazwę) zubożało i sprowincjonalniało. Buddyzm początkowo ustąpił hinduizmowi, ale już w bardziej lokalnej wersji (podobnej do tej jaka obowiązuje do dziś na Bali). Potem nastąpiła pokojowa infiltracja Islamu przyniesionego na Jawę przez wszędobylskich kupców arabskich i malajskich.

Borobudur został opuszczony i zapomniany – nie był już nikomu potrzebny.

Odkryty ponownie w początkach XIX wieku, odrestaurowany przeszło sto lat później, odzyskał swój blask.  Znowu stał się potrzebny – choć może najbardziej tysiącom turystów odwiedzającym go co roku.