Pendjari NP – czas lwów

Dzień trzeci w Pendjari. Ostatni niestety. Louis, nasz dzielny kierowca i przewodnik jest bardzo rozochocony. Co prawda spełnił swoje obietnice – słoni i innych zwierząt było w bród, lwy też widzieliśmy, ale w jego ocenie to nie koniec atrakcji. Muszę przyznać, że jest bardziej zdeterminowany od nas – pomimo naszych oporów budzi nas o bladym świcie (czuje się jakbym znowu miał 13 lat i był wysyłany do szkoły 😊). Argumenty ma twarde – ranek to najlepszy czas na tropienie zwierzyny, no i ruszamy przed resztą podróżnych, my pierwsi zobaczymy zwierzaki zanim spłoszą je inni.

Pendjari NP – czas lwów slider 1

Ruszamy więc i… po chwili radosne zdumienie. Na początku na rozgrzewką  małe stado słoni. Ale prawdziwa rewelacja dopiero nas czeka. Tuż przed nami, na samej szutrowej drodze spacerują (?) dwie młode lwice. Nic z nas sobie nie robią, podjeżdżamy do nich, robimy zdjęcia, potem nawet je objeżdżamy (z pewnym zapasem). Po kilkunastu minutach sytuacja jednak ulega zmianie – lwice zaczynają się interesować… nami. Siedzimy na dachu samochodu, stosunkowo wysoko, ale w zasięgu ich potencjalnego skoku. Początkowo nie bardzo rozumiemy co się dzieje, lwy zmieniają zachowanie, stają się skupione na jakimś potencjalnym celu polowania. Dopiero po chwili rozumiemy, że te miłe stworzenia rozpoczęły polowanie na nas!

To doświadczenie dla mnie równie przerażające co interesujące – w obecnych realiach kulturowych i społecznych mamy mało szans przeżycia czegoś podobnego. Polujemy na siebie nawzajem w wymiarach ekonomicznych czy relacjach władzy – to jednak działania symboliczne. Należy jednak pamiętać, że w naszej pamięci gatunkowej mamy wyraźne ślady innych doświadczeń – przez tysiące lat nasi przodkowie byli nie tylko myśliwymi, ale i też zwierzyną łowną. Bali się tygrysów szablozębnych, hien, wilków i właśnie lwów… Zdaniem niektórych ewolucjonistów (na przykład Robina Dunbara) to właśnie lęk przed drapieżnikami stał się asumptem do rozbudowy organizacji społecznej praludzi i następczego wzrostu pojemności naszych mózgów.

Można więc uznać, że doświadczamy sytuacji poznawczo wyjątkowej – i tak chyba jest w rzeczywistości. Lęk, którego doświadczam jest zdecydowanie pierwotny – w szybkim tempie pozwala mi docenić osiągnięcia 30 tysięcy lat cywilizacji. I jedno z jej ostatnich osiągnięć – terenową Toyotę dzięki której nie stajemy się jednak obiadem dla dwóch przemiłych lwic …