Pendjari NP – czas lwów

Dzień trzeci w Pendjari. Ostatni niestety. Louis, nasz dzielny kierowca i przewodnik jest bardzo rozochocony. Co prawda spełnił swoje obietnice – słoni i innych zwierząt było w bród, lwy też widzieliśmy, ale w jego ocenie to nie koniec atrakcji. Muszę przyznać, że jest bardziej zdeterminowany od nas – pomimo naszych oporów budzi nas o bladym świcie (czuje się jakbym znowu miał 13 lat i był wysyłany do szkoły 😊). Argumenty ma twarde – ranek to najlepszy czas na tropienie zwierzyny, no i ruszamy przed resztą podróżnych, my pierwsi zobaczymy zwierzaki zanim spłoszą je inni.

Pendjari NP – czas lwów slider 1

Ruszamy więc i… po chwili radosne zdumienie. Na początku na rozgrzewką  małe stado słoni. Ale prawdziwa rewelacja dopiero nas czeka. Tuż przed nami, na samej szutrowej drodze spacerują (?) dwie młode lwice. Nic z nas sobie nie robią, podjeżdżamy do nich, robimy zdjęcia, potem nawet je objeżdżamy (z pewnym zapasem). Po kilkunastu minutach sytuacja jednak ulega zmianie – lwice zaczynają się interesować… nami. Siedzimy na dachu samochodu, stosunkowo wysoko, ale w zasięgu ich potencjalnego skoku. Początkowo nie bardzo rozumiemy co się dzieje, lwy zmieniają zachowanie, stają się skupione na jakimś potencjalnym celu polowania. Dopiero po chwili rozumiemy, że te miłe stworzenia rozpoczęły polowanie na nas!