Cape Coast i Shama – niewolnicza przeszłość

Cape Coast i Shama. Dwa miasta – dwie podobne historie z różnym zakończeniem. Takich historii na wybrzeżu Ghany jest zresztą znacznie więcej – tyle mniej więcej ile powstało tam fortów czy zamków. W szczycie rozwoju na dawnym Złotym Wybrzeżu (czyli wybrzeżu obecnej Ghany, która do lat pięćdziesiątych XX wieku była znana jako Gold Coast) było 28 zamków – nigdzie indziej w Afryce obecność Europejczyków nie była aż tak widoczna. Pytanie, co było przyczyną tak dużego zainteresowania europejskich potęg  Odpowiedź jest oczywista – handel bogactwem Czarnej Afryki. Kość słoniowa, złoto i oczywiście niewolnicy.

Cape Coast i Shama – niewolnicza przeszłość slider 1

Jeździmy po miastach wybrzeża – w każdym z nich jest fort. W Elminie i Anomabu naszą uwagę przyciągnęły jednak bardziej przejawy kultury Ewe, ich Posubany i tajne stowarzyszenia, o tym pisałem już wcześniej. W Cape Coast i Shamie zwiedzamy zarówno samo miasta, jak ich forty – dzięki temu możemy lepiej zrozumieć złożoną i trudną historię tego regionu. Kluczem to tego jest jedno zjawisko – niewolnictwo. Handel ludźmi na wielką skalę, wywóz Afrykańczyków do pracy na plantacje i do kopalń Nowego Świata. Początkowo do hiszpańskich kolonii, potem głównie na Karaibskie wyspy, tereny dzisiejszej Brazylii i południa Stanów Zjednoczonych.  Trzeba uczciwie powiedzieć, że w tym niesławnym procederze brali prawie wszyscy – zainicjowali go Portugalczycy, to oni właśnie zbudowali pierwsze zamki i forty na Złotym Wybrzeżu (np. odwiedzony też przeze mnie kilka lat wcześniej Fort w Elminie). Potem aby uprawiać ten niecny proceder tłumnie dołączyli i inne nacje – Holendrzy, Anglicy czy Francuzi. Ci akurat  wydają się w oczywisty sposób łączyć z posiadaniem kolonii, ale w Ghanie byli też Brandenburczycy (czyli nasi sąsiedzi Prusacy), Duńczycy i Szwedzi!

Zwiedzanie samych fortów jest przygnębiającym doświadczeniem – oglądasz lochy w których przetrzymywani byli niewolnicy przed załadowaniem ich na statki, odseparowani od siebie – mężczyźni, kobiety i dzieci. Warunki w jakich ich trzymano były straszne, wielu z nich umierało nie doczekując dnia opuszczenia Czarnego Lądu. Przerażającym jest, iż potem nie czekało ich nic lepszego – według badaczy śmiertelność na statkach niewolniczych sięgało 15%-20% przewożonego „ładunku”.  W końcu – praca w znoju i skrajnym upokorzeniu na karaibskich plantacjach trzciny cukrowej, polach bawełny gdzieś na południu Stanów czy brazylijskich kopalniach złota. Straszliwa dehumanizacja milionów ludzi przez wiele lat i całych – bolesne doświadczenie całych pokoleń Afrykańczyków. Ale, o czym często zapominamy jeden z fundamentów dzisiejszego  bogactwa Zachodu.

Trochę nie dziwię się więc wzburzeniu przewodników podczas oprowadzania nas po Fortach – gdy byłem tu pierwszy raz, 8 lat temu wręcz miałem odczucie bycia personalnie potępianym. To na swój sposób zrozumiałe – dla przeciętnego Ghańczyka każdy biały jest z kraju, który miał jakieś związki z handlem niewolnikami, którego przodek mógł łapać jego przodków niczym dzikie zwierzęta. Trudno jest wytłumaczyć że sytuacja Polski była inna – nie mieliśmy w końcu koloni, uczciwie mówiąc nie „załapaliśmy się” na nie ( tylko nasz lennik Kurlandia podjęła taką próbę – skądinąd całkowicie nieudaną). Poniekąd – my mieliśmy coś w rodzaju wewnętrznego niewolnictwa czyli pańszczyznę, ale jednak to nie to samo.

Rozumiejąc przyczyny, te osiem temu czułem się jednak mało komfortowo roli „Białego Luda”, przedstawiciela złego zachodniego świata. Miałem też wrażenie, że napięcie towarzyszące zwiedzaniu Fortów jest  może jednak zbyt duże, intensywność emocji prawie dotykalna . Teraz było znacznie bardziej spokojnie – konkretnie, profesjonalnie opisywano istotę handlu niewolnikami, jej ekonomiczny i ludzki wymiar.